piątek, 17 stycznia 2014

Restauracja "Trzy kroki w szaleństwo"- Kraków

Na koniec cyklu recenzji z Krakowa- "Trzy kroki w szaleństwo". Prawdziwa wisienka na torcie :)



Restauracja "Trzy kroki w szaleństwo" mieści się przy ulicy Lubicz 28 w Krakowie. Z zewnątrz jest to bardzo niepozorne miejsce, jednak to co zastaniemy wewnątrz bardzo nas zaskoczy!

Przed przyjazdem do Krakowa przeczytałam o tej restauracji w Internecie. Dowiedziałam się, że podają tam dania kuchni fusion i molekularnej. Wiele razy miałam ochotę spróbować takiego jedzenia, ale jakoś nigdy nie było okazji. Inna sprawa, że w Polsce nie ma zbyt wielu restauracji, które ją podają. Postanowiłam więc skorzystać z okazji i skosztować czegoś zupełnie nowego i nieznanego.

Wnętrze restauracji jest bardzo nastrojowe. Ściany pokryte zostały kamieniem i cegłą, a podłogi wyłożone są ciemnym drewnem i polerowanym kamieniem.

Już na wejściu powitani zostaliśmy przez bardzo sympatyczną kelnerkę. Zaprowadziła nas do stolika i szybko przyniosła karty menu. Po zobaczeniu go chciałam spróbować całej jego zawartości! Dania takie jak skrzydło płaszczki czy desery pokryte jadalnym złotem bardzo działają na wyobraźnię. Ostatecznie zdecydowałam się zamówić dwie przystawki zamiast dania głównego. I oczywiście deser ;)

Mój wybór padł w pierwszej kolejności na "ser kozi w trzech odsłonach" - zapiekany w cieście francuskim, espuma, sferyczna rawiolka z marmoladą z czerwonej cebuli oraz rukolą. Serowa espuma i sferyczna rawiolka to zdecydowanie było coś, czego chciałam spróbować!

Drugą potrawą, którą zamówiłam było "zdekonstruowane tajskie czerwone curry wołowe podawane z pieczonymi ziemniakami, jajkami przepiórczymi, chrupiącym czosnkiem oraz szalotką i tymiankiem". Przyznacie, że brzmi nieźle ;)

Mój towarzysz natomiast postanowił skosztować "steka z dojrzałego rostbefu z grubymi domowymi frytkami, krążkami cebulowymi oraz ciemnym sosem na czerwonym winie". Również brzmi imponująco!

Kelnerka zebrała nasze zamówienie i po chwili przyniosła zastawę. Rozkładała ją w białych rękawiczkach. Wiedziałam już wtedy, że jedzenie z pewnością nie będzie ustępowało jakości obsługi. Kiedy sztućce zostały już ułożone, przyniesiono nam maleńki starter na miły początek wieczoru. Był nim sorbet z ananasa i amaretto.


Jego smak był bardzo ciekawy. Wyczuć można było wyraźną, nitkowatą strukturę owocu ananasa. Świadczyła ona o tym, że sorbet przygotowano z prawdziwych owoców a nie sztucznych aromatów.


W następnej kolejności przyniesiono moje pierwsze danie. Tutaj zaznaczam, że podano je na naszą prośbę. Normalnie jedzenie powinno być przyniesione obojgu gościom, jednak przygotowanie steku miało chwilę potrwać i postanowiliśmy nie czekać.

A tak oto prezentował się ser kozi w trzech odsłonach:


Danie było absolutnie genialne!

Ciasto francuskie wypieczono wprost idealnie:



Espuma (czyli pianka) również smakowała wybornie!


Sferyczna rawiolka z marmoladą z czerwonej cebuli oraz rukolą była natomiast kosmiczna! Miała konsystencję żółtka jaka- po przecięciu wydostawał się z niej pyszny, płynny środek!


Jeżeli chodzi o połączenie różnych struktur to to danie nie miało sobie równych!

Kiedy już ochłonęłam po wrażeniach z kozim serem, przyniesiono nam resztę zamówienia.

Zdekonstruowane tajskie czerwone curry wołowe:

Istne dzieło sztuki na talerzu!


Curry było pyszne, jednak jak dla mnie delikatnie za słone.

Na uwagę z całą pewnością zasługuje również stek!


Przyrządzono go na sposób "medium rare". Tak wyglądał w środku:


Stek dosłownie rozpływał się w ustach! Był absolutnie doskonały!

Na sam koniec, aby dopełnić przyjemności, zamówiliśmy deser. Ja chciałam spróbować czekoladowego fondatu aromatyzowanego whiskey i wypełnionego gorącą czekoladą z lodami kokosowymi i sosem toffi. (Wow!)

Mój towarzysz wybrał mus z belgijskiej gorzkiej czekolady aromatyzowany pomarańczą, imbirem, piri - piri i wanilią z Madagaskaru serwowany z kokosowym Rafaello z białej czekolady i orzeźwiającą galaretką z Red Bulla.

Przed podanie deserów kelnerka dokładnie nam o nich opowiedziała. Dowiedziałam się np., że kokosowe lody robione są bezpośrednio w tym lokalu. Tak samo z resztą jak pozostałe komponenty (anielski włos i ozdoby z cukru czy galaretki z Red Bulla).

Mój deser:


Płynny środek:


Mus z belgijskiej czekolady:



Galaretki (m.in. redbull, blue curacao):


Efektowne, prawda? :)

Zapomniałabym o kawie! Do cafe latte dodali doskonale wręcz spienione mleko. Było ubite niemal jak białko. Co ciekawe pianka ta nie opadła nawet pomimo wypicia spod niej kawy. Nigdy jeszcze takiej kulinarnej sztuczki nie widziałam ;p

Żeby jednak nie było tak całkiem słodko muszę przyznać, że restauracja do najtańszych nie należy. Nasz wypad kosztował coś ok. 200 zł. Wiadomo, że większość Polaków nie ma środków by stołować się tam codziennie, ale jeśli chcecie przeżyć kulinarne szaleństwo lub zaświętować ważne wydarzenie to to jest do tego najodpowiedniejsze miejsce!

Ocena ogólna- 6

Smak i wygląd potraw- 6
Dzieła sztuki na talerzu. Prezentacja i smak bezbłędne.

Obsługa- 6
Klasa sama w sobie. Doskonała dbałość nawet o najdrobniejsze szczegóły obsługi. W trakcie podawania mi deseru kulka lodów "ześlizgnęła się" kelnerce z fondatu. Widząc to natychmiast zaproponowała mi poprawienie go. Ponieważ chciałam zrobić dla Was zdjęcia zgodziłam się. Po chwili dziewczyna przyniosła mi deser poprawiony, a może raczej ułożony na nowo. Od początku wykonano na talerzu wzorek z polewy. Obsługa była naprawdę wspaniała!

Wystrój lokalu- 6
Wnętrze było nowoczesne, nastrojowe i odprężające. Lekko przygaszone światła uspokajały (choć nie ułatwiały robienia zdjęc ;p). Mogłam się tam zrelaksować i w pełni cieszyć się z tego wyjścia.


Czystość- 6
Co można w tej kategorii zarzucić miejscu, w którym do stołu podają kelnerki w białych rękawiczkach? ;) Myślę, że nawet Perfekcyjna Pani Domu byłaby zadowolona z czystości ;p

"Trzy kroki w szaleństwo" to niesamowite miejsce! Obsługa, wystrój i jedzenie na najwyższym poziomie! Gorąco polecam Wam udanie się tam w kulinarną podróż wszystkich zmysłów!


Mam nadzieję, że podobały Wam się moje recenzje. Być może zachęcą Was do zobaczenia i samodzielnego ocenienia opisanych restauracji.

9 komentarzy:

  1. Takie "sztywne" spienione mleko do kawy ja mam za każdym razem, kiedy przygotowuję kawkę w domu :) Pamiętasz, co Ci mówiłam na temat spieniacza, którego używam? + oczywiście odpowiednia metoda :)

    A restauracja robi wrażenie. Zawsze mnie zachwyca takie oryginalny sposób podania potraw :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Czy najedliście się tymi brudnymi talerzami? ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przecież na tych talerzach prawie nic nie było..

      Usuń
  3. To bardzo oryginalne miejsce na kulinarnej mapie Krakowa! :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Byliśmy z mężem na nasza rocznicę Ślubu. Również polecam!!! Wrażenia nieocenione, jedzenie na najwyższym poziomie. Warto wydać te pieniądze... Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  5. Przystawki i desery to istna sztuka! coś pięknego!!!! Widac,że przygotowywane przez kucharza z pasją:) Muszę tam kiedyś iśc i spróbowac tych dań

    OdpowiedzUsuń
  6. łał, brak mi słów co do ceny -zdecydowanie nie polskie :O

    OdpowiedzUsuń
  7. ... a ja tak nie gastronomicznie. Zły balans bieli na wszystkich zdjęciach.

    OdpowiedzUsuń

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...